Miasto

Warszawa

Pochwała nudy


Agnieszka Dubiel


Pochwała nudy

Pexels.com

– Nuuuda… – jęczy Panna H., leżąc na łóżku z nogami w górze. – Nudzę się! – powtarza bardziej natarczywie.

Może nawet wyznania te zrobiłyby na mnie większe wrażenie, gdyby nie to, że słyszałam je już wielokrotnie w wykonaniu starszych dzieci. Wszystkie w wieku około czterech-pięciu lat przechodziły etap wszechogarniającej nudy.

W sumie jest to dobry moment. Z jednej strony znak, że już czas znaleźć dziecku ciekawe hobby, które może stać się nawet życiową pasją. (A może nie, nie ma co naciskać.) Z drugiej – że czas się trochę wycofać i pozwolić małemu człowiekowi, by sam zorganizował sobie zajęcie. Można podpowiedzieć, można podsunąć, ale dać mu wolność. Niech szuka. Przy całej naszej rodzicielskiej trosce bowiem, wpadamy czasem w pułapkę organizowania dzieciom wszystkiego. Każdy musi mieć ustalony grafik i odbywać kolejne zajęcia, wypełniać niezliczone zadania, zaliczać spotkania i – obowiązkowo – dać się uwieść rozmaitym atrakcjom.

A nadmiar bodźców, nadmiar atrakcji właśnie, sprawia, że przestajemy dostrzegać to, co zwyczajne. My, dorośli tylko przestajemy. Dzieci nie mają okazji nawet się tego nauczyć. Nie poznają świata, bo go nie dostrzegają. Widzą tylko to, co błyszczy, krzyczy i absorbuje uwagę. Są jak maluchy wsadzone na czas spaceru w wózki-jeździki. Pojazdy te, oprócz tego, że bardzo kolorowe, mają też konsolę tuż pod rączkami dziecka, na której bez przerwy coś gra i miga. I wśród tych dźwięków i światełek mały człowiek nie ma nawet szansy zauważyć kotka przechodzącego ulicą czy usłyszeć krakania czarnych ptaków nad głową.

W całym procesie wychowania dzieci staramy się bardzo uważać, by nie bombardować ich wciąż atrakcjami. Nie organizować im bez przerwy czasu i zabawy. Niech same wymyślą, co by warto robić, niech uruchomią własną wyobraźnię. Nie muszą wszystkiego mieć z góry ustalonego. Z kolegami czy z rodzeństwem naprawdę można zwyczajnie się pobawić, bez narzuconego scenariusza. Staramy się nie chronić ich nadmiernie przed straszliwą ponoć nudą po to, aby nie wepchnąć z kolei w kompletną nieumiejętność znalezienia sobie zajęcia.

Bo tak naprawdę czas nudy może być wspaniały. To jest właśnie ten moment, w którym Panna T. nauczyła się czytać. Moment, gdy obie Panny otworzyły własny kabaret ze sceną na trampolinie, gdy Chłopczyk S. wyciągnął drewnianą kolejkę od lat nieużywaną przez starsze siostry. Czas, gdy Chłopczyk J. zaczął budować swoje jakże twórcze konstrukcje i tworzyć do nich długie historie opowiadane godzinami w obecności mamy. Albo bez niej.

Teraz natomiast zastanawiam się, jak z problemu nudy wybrnie Panna H. Już widzę, że częstym jej postulatem stają się farbki i plastelina. I odkrywanie coraz to nowych literek. Ale również czytanie bajek i oglądanie ulubionych filmów. Fikanie koziołków na drabince pod czujnym okiem Panny Ł. i skakanie na trampolinie ze starszymi braćmi albo kopanie piłki z nimi.

Nuda jest szansą na bardzo twórcze doświadczenie w życiu małego człowieka. Pozwala usiąść i przyjrzeć się światu, przyjrzeć się sobie. Zauważyć, co pociąga, co bawi, w czym czuje się dobrze i swobodnie porusza. Źle jest, gdy dziecko uczy się natychmiast ją zagłuszać różnymi zewnętrznymi atrakcjami czy elektronicznym gadżetem. Nasze dzieci dobrze wiedzą, że jeśli przyjdą do mnie z postulatem „nudzę się”, usłyszą niechybnie, że „człowiek inteligentny nigdy się nie nudzi”. Ponieważ człowiek inteligentny to nie taki, który już wszystko wie i wszystko ma, bo ktoś mu to podał na tacy. To ktoś, kto umie szukać, komu chce się myśleć. Taki ma przyszłość.

I jeszcze jedno. Postulat nudy możemy wykorzystać jako wskazówkę, że oto pojawił się czas do wspólnego zagospodarowania. Możemy wyciągnąć ulubioną grę, zdjęcia z dzieciństwa albo kawę i ciasto. Wszystko, co tylko sprawi nam wspólną radość.

Dlatego właśnie powstrzymuję swoje nerwowe reakcje na widok Panny H. leżącej na łóżku i jęczącej z powodu braku zajęć. Staram się raczej nim cieszyć. Wiem przecież, że za chwilę z tej sytuacji może wyniknąć coś naprawdę wspaniałego.

 

Autorka jest mamą pięciorga dzieci, tłumaczką języka angielskiego. Prowadzi bloga pa-nilyzeczka.manifo.com. Jest również współautorką książki Gdy świat jest domem – blog Sosenki. Gdy dom jest światem – blog Pani Łyżeczki, a także laureatką konkursów lite-rackich.

Artykuł powstał w ramach projektu dofinansowanego ze środków Pełnomocnika Rządu ds. Demograficznych. 

Źródło: Polskie Forum Rodziców


Reklama
Government
Government text

Polityka prywatności, Regulamin